Friday, May 22, 2026

[PL] Prolog

Miasto było ogromne. Zbyt wielkie, by ktoś tak naprawdę mógł je poznać w całości. Oddychało własnym rytmem, szeptało w ciemnych zaułkach i milczało tam, gdzie nie powinno. Rozrastało się warstwami jak organizm, który dawno przestał pamiętać swoje początki.

Tej nocy coś w nim pękło.

Nie było huku ani błysku. Raczej ciche przesunięcie. Jakby ktoś delikatnie odchylił zasłonę, której nikt wcześniej nie zauważał. W szczelinach między ścianami czy w odbiciach szyb zaczęła pojawiać się Biel. Nienaturalna, czysta.


Z tej bieli wyłoniło się stworzenie.

Poruszało się lekko, niemal bez ciężaru. Miało dwie pary uszu - czujne i napięte, oraz długie, opadające miękko na jego plecy przy każdym kroku. Jego ogon był nienaturalnie długi, wijący się jak cień, który nie do końca należy do ciała. Nie wydawało dźwięków ani nie zostawiało śladów. 


Czarne ślepia błyszczały w ciemności a uszy nasłuchiwały kroków przechodniów. Szukało tych konkretnych. 


✧˖ °. ݁₊ ⊹ . ݁˖ . ݁‧₊˚ ☾.  ݁₊ ⊹ . ݁˖ . ݁˖°✧


Dziewczyna jak Słońce była pierwsza. W końcu to jej różowe światło przywołało Biel do tego świata.


Jej twarz odbijała się w oknie ostatniego piętra. W dłoni trzymała telefon z różową przywieszką z koniczynką. Pisała z przyjaciółką na temat gwiazd, które było dziś wyjątkowo mocno widać. 


Poczuła ruch za plecami.

Zanim zdążyła się odwrócić, stworzonko przemknęło obok niej. Telefon zniknął z jej rąk.


“Co się… Oddaj to!”, krzyknęła, nie bojąc się, że rodzice ją usłyszą.


Ruszyła w pogoń przez drzwi za zwierzątkiem. Zamiast korytarza, zastała ją wszechogarniająca biel. 


✧˖ °. ݁₊ ⊹ . ݁˖ . ݁‧₊˚ ☾.  ݁₊ ⊹ . ݁˖ . ݁˖°✧


Dziewczyna jak Księżyc była druga.


Granat jej płaszcza stapiał się z nocą, gdy przechadzała się po pustym peronie. W uszach miała słuchawki. 


W ręce trzymała telefon z granatową przywieszką z kwiatkiem. 


Wagon zatrzymał się obok niej, pomimo, że o tej godzinie żadnego nie powinno tu być. Przed nim siedziało zwierzątko z długim ogonem. Spojrzała na niego.


Z jego pyska wystawał jej telefon. Drzwi wagonu otworzyły się, prowadząc do wnętrza wypełnionego tą samą, nienaturalną bielą. Zwierzę wbiegło do środka, a Dziewczyna jak Księżyc za nim. 


Muzyka w słuchawkach przestała grać.


✧˖ °. ݁₊ ⊹ . ݁˖ . ݁‧₊˚ ☾.  ݁₊ ⊹ . ݁˖ . ݁˖°✧


Wysoka Dziewczyna i Niska Dziewczyna z kapturem z króliczymi uszami były razem, choć żadna z nich nie pamiętała, kiedy zaczęły się trzymać aż tak blisko.


Mrok wokół nich rozpraszała mała lampa, odbijając błękit i turkus ich strojów na błyszczący materiał namiotu. Niska Dziewczyna nuciła coś, co usłyszała parę godzin wcześniej na skraju miasta z przejeżdżającego potwora na kołach. 

Dla niektórych ciemny las wywoływał lęk i strach, jednak nie dla tej dwójki. Dla nich spokojny szum drzew i szelest zwierząt był wręcz uspokajający i usypiający.


Krzaki zaszeleściły. Stworzenie z długim ogonem przemknęło między nimi i zabrało źródło światła.


Dziewczyny ruszyły w pogoń, razem jak zawsze. Potrzebowały tej lampy, jako jedyna miała działające baterie.


Na końcu ścieżki pojawiły się drzwi. Stare, drewniane, kompletnie niepasujące do otoczenia.


Powoli się uchyliły i zwierzę zniknęło w bieli za nimi. 


Dziewczyny spojrzały na siebie. W swoich oczach nawzajem znalazły strach, ale samotność byłaby gorsza.


Złapały się za ręce i weszły razem.


✧˖ °. ݁₊ ⊹ . ݁˖ . ݁‧₊˚ ☾.  ݁₊ ⊹ . ݁˖ . ݁˖°✧


Chłopak siedział w swojej pracowni, otoczony zapachem farby i ciszą.


Lampka na biurku była jedynym jasnym punktem w ciemnym pomieszczeniu. Jedno oko miał zasłonięte przepaską. Drugim patrzył na płótno, jakby próbował zobaczyć coś, czego jeszcze nie było. Na obrazie brakowało jednego elementu.


W dłoni trzymał pędzel, gotowy do tego ostatniego ruchu.


“Już prawie…”, powiedział cicho do siebie.


Na parapecie pojawiło się stworzonko. Chłopak go nie zauważył. A może zauważył, ale był już zbyt przyzwyczajony do widzenia i słyszenia rzeczy, których w rzeczywistości nie ma.


Dopiero gdy pędzel zniknął z jego dłoni, jego ciało zesztywniało.


Sprawdził pod biurkiem. Rozejrzał się wokół siebie. Zwierzę na parapecie w pysku trzymało jego pędzel, brudząc sobie futerko fioletową farbą. Zeskoczyło ze swojego miejsca i potruchtało do przeciwnej ściany, na której namalowane były białe drzwi.


Chłopak się uszczypnął, a namalowane drzwi się uchyliły. Wstał ostrożnie, opierając się o zimną, żółtą kulę i podszedł do nich.


Otworzył drzwi szerzej. Nie obejrzał się za siebie. 


Wszedł do środka.


Za nim, prawdziwe drzwi do pracowni uchyliły się. Stanęła w nich Fioletowowłosa Lalka, wpatrując się intensywnie w białe drzwi, dopóki te się nie zamknęły i nie zniknęły. Została sama w pracowni.


Patrzyła. Nie podeszła. Wyczekiwała z cierpliwością kogoś, kto wie, co jest po drugiej stronie.


Wiedziała, że to nie jej moment. Nie mogła tam wejść. Jeszcze nie.


✧˖ °. ݁₊ ⊹ . ݁˖ . ݁‧₊˚ ☾.  ݁₊ ⊹ . ݁˖ . ݁˖°✧


Biała Przestrzeń była… zbyt biała.

Nie miała końca ani początku. Podłoga była miękka jak pył, a powietrze pachniało niczym. Każdy dźwięk odbijał się dziwnie, jakby nie chciał należeć do tego miejsca.

Nie miała krawędzi, a jednak wszyscy czuli, że mogą iść w nieskończoność. Odległości zdawały się zmieniać przy każdym ruchu.


Dziewczyna jak Słońce była pierwsza. Wypadła ze szczeliny i zatrzymała się gwałtownie, mrużąc oczy.


“Gdzie ja…?”, szepnęła, ale jej głos zabrzmiał obco. Jakby nie należał do niej tylko do zewnętrznego świata, do którego nie ma dostępu.


Chwilę później pojawiła się Dziewczyna jak Księżyc. Wyszła znikąd, jakby przestrzeń sama ją wypluła. Ich spojrzenia się spotkały.


“Tobie też coś zabrało?”, zapytała Dziewczyna jak Słońce.


Dziewczyna jak Księżyc przez chwilę patrzyła na przyjaciółkę z ulgą.


“Tak”


Potem przyszły kolejne dwie w taki sam sposób. Trzymając się za ręce, jakby to było jedyne, co było jeszcze pewne. Nie odezwały się, ale ta wyższa kiwnęła w stronę innych.


Na końcu przyszedł chłopak.


Zatrzymał się kilka kroków od nich. Jego jedno oko przesunęło się po ich twarzach tak, jakby próbował coś zapamiętać.


“Pędzel”, powiedział cicho, “Zabrało mi pędzel”.


Zapadła cisza. Na miejscu jego kuli, o którą się opierał, stała wbita kosa, służąca tak samo jak jej poprzedniczka. Na głowie miał kaptur z ciemnej narzuty, która otulała go niczym koc.


Każdy wyglądał trochę inaczej. Ich stroje były inne i jakby dostosowane do walki. Przekolorowane i dziwne.


Coś w tej przestrzeni drgnęło.


Kątem oka zauważyli nagle cień.


Mały. Nieruchomy. Stworzonko z czterema uszami z zaciekawieniem obserwowało grupkę nowoprzybyłych.


✧˖ °. ݁₊ ⊹ . ݁˖ . ݁‧₊˚ ☾.  ݁₊ ⊹ . ݁˖ . ݁˖°✧


Minęły miesiące.

Biała Przestrzeń, przypominająca do złudzenia nicość, przestała być obca. Mimo to, nigdy nie stała się znajoma. Wciąż zmieniała swój kształt i położenie ścian, chociaż wychodzili i wchodzili do niej swobodnie.

Nauczyli się rozpoznawać zmiany w strukturze tego miejsca: lekkie drgania powietrza, przesunięcia ścian, czy nagłe pojawianie się przejść. Nauczyli się też siebie nawzajem. Tej charakterystycznej różnicy, kiedy ktoś jeszcze daje radę i kiedy już tylko udaje.


Biała Przestrzeń wcale nie była pustką.


Była polem walki.


Czerwone stworzonka pojawiały się coraz częściej.


Małe, drgające kształty, jakby ktoś ulepił je z gęstej, lepkiej farby i obtoczył w mące. Ich ciała pulsowały, jakby coś w nich żyło i rosło. Nie miały oczu, ale zawsze wiedziały, gdzie patrzeć.

Na początku były pojedyncze.


“Znowu się zbierają”, powiedziała cicho Dziewczyna jak Księżyc, przesuwając palcami po stronach księgi. Litery poruszyły się, jakby reagowały na jej głos. Granatowa poświata zaczęła otaczać ich ciała cienką, pulsującą warstwą ochrony.


“Ile?”, zapytała Dziewczyna jak Słońce bez odwracania się.

Stała na przedzie z lekko ugiętymi nogami. Różowa różdżka w jej dłoniach zadrżała, chociaż możliwe, że to były to jedynie jej ręce.


Między nimi nastała chwila ciszy, przerywana dźwiękiem ich oddechów.


“Za dużo”


Z bieli zaczęły wyłaniać się pierwsze kształty. Nieregularne, jakby ktoś wyrwał fragmenty czegoś żywego i zmusił je do ruchu. Najpierw pełzły, rozlewając się po powierzchni jak ciecz. Dopiero gdy zbliżyły się na kilka kroków, zaczęły się formować - wyrastały z nich kończyny, ostre jak szkło.


Różdżka wydłużyła się, przeobrażając w ogromny młot. Pierwsze uderzenie rozbiło przednią linię przeciwników, tworząc krótką przerwę.


To był sygnał.


Turkusowa Dziewczyna napięła łuk. Stała pół kroku za Dziewczyną jak Słońce. Dokładnie tam, gdzie mogła strzelać ponad jej ramieniem. Jej oddech był równy, ale ramiona już lekko drżały. Strzała przecięła powietrze i trafiła w centrum jednego ze stworzeń, zanim zdążyło się uformować.


Kiwnęła głową w stronę Błękitnej Dziewczyny. Ta zniknęła niemal natychmiast, rozpływając się w cieniu, który nie powinien istnieć w tak jasnym miejscu.


Dwie wstążki przecięły przestrzeń, a wraz z nimi błysnęły sztylety. Niska dziewczyna pojawiła się na moment, uderzyła i zniknęła znowu, zanim kolejne czerwone coś zdążyło ją dotknąć.


Jej ruchy były wykalkulowane i błyskawiczne. Zbyt szybkie, by można było je śledzić wzrokiem. Ale nawet ona zaczynała zwalniać. Uderzyła dwa razy w ziemię dużą marchewką. Wysoka dziewczyna z łukiem skinęła głową bez patrzenia w jej stronę.


“Lewa strona się sypie”, powiedział cicho stojący na tyle chłopak.


Stał oparty o kosę. Jego twarz była blada w kontraście z żółtym strojem, a oddech nierówny. Nie ruszał się za wiele, ale jego oko uważnie śledziło akcję. Wyłapywał momenty, w których coś próbowało się przedrzeć. Nie mógł długo walczyć, ale starał się być przydatny na każdy możliwy sposób.


Różowa Dziewczyna przesunęła się od razu, unosząc młot. Energia rozlała się przed nią w półprzezroczystą barierę.


Uderzenie przyszło sekundę później.

Czerwone ciała rozbiły się o nią z siłą, która jeszcze kilka tygodni temu zmiotłaby wojowników z miejsca. Większość udało się zahamować, jednak jedno z tych dziwnych stworzeń wyciągnęło mackę i wbiło ją prosto w ramię Dziewczyny z Łukiem.


Czerwień zaczęła się rozlewać, jednakże nie była to krew.

Wyglądało to bardziej jak coś obcego, co szuka swojego miejsca.


“Nie ruszaj się”, Dziewczyna jak Księżyc natychmiast się przy niej pojawiła.


Położyła dłoń na ranie. 

Czerwień zaczęła znikać z ramienia Turkusowej i pojawiać się na jej własnym.


To odsłoniło ich tył.


“Uważaj!”, krzyknęła Dziewczyna jak Księżyc. Niestety, było na to za późno.


Jedno ze stworzeń wykorzystało moment i przemknęło między nimi, zanim ktokolwiek zdążył zareagować. Uderzyło w Chłopaka z Kosą, owijając się wokół jego nogi. Upadł ciężko, a broń wyślizgnęła się z jego dłoni.


Dziewczyna jak Słońce ruszyła w jego stronę, ale fala przeciwników przecięła jej drogę.


I wtedy powietrze przeciął ostry świst. Czerwone ciało rozpadło się w pół.


Chakram wrócił do ręki, która pojawiła się znikąd.


Fioletowowłosa Lalka stanęła między nimi.

Poruszała się płynnie, niemal tanecznie. Każdy ruch był oszczędny i dokładny. Kolejne rzuty oczyszczały przestrzeń wokół chłopaka, dając mu kilka sekund.


Pochyliła się i pomogła mu wstać. Oparł się o kosę, łapiąc oddech.


Spojrzała na niego, przechylając głowę, jakby próbowała zrozumieć jego stan. Chłopak próbował coś jeszcze powiedzieć, ale nie zdążył.


“Formacja!”,  krzyknęła Dziewczyna jak Słońce.


Tarcza rozbłysła.

Granatowa magia ją wzmocniła.

Strzały zaczęły trafiać bardziej rytmicznie.

Ciosy były krótsze, ale pewniejsze.


Lalka zajęła pozycję, jakby od zawsze było to jej miejsce. 


Od tego momentu, chaos zamienił się w sześcioosobową strukturę.



‧͙⁺˚*・༓☾☽༓・*˚⁺‧͙





No comments:

Post a Comment

Featured

[ENG] Prologue

The city was vast. Too vast to ever be held entirely in a single mind. It breathed in its own rhythm, whispered through narrow shadows, and ...

Most popular